Phishing 2026: jak go rozpoznać i nie dać się złapać

1
10
Rate this post

Nawigacja:

Scenka otwierająca: „Pani Kasia z działu kadr właśnie kliknęła w link…”

Pani Kasia wróciła z urlopu, ma ponad 200 nieprzeczytanych maili. Między nimi wiadomość: „Pilna weryfikacja logowania do firmowego Microsoft 365 – wygasa za 30 minut”. Logo jak z oryginału, przycisk „Potwierdź”, podpis rzekomego działu IT. Kliknęła, wpisała dane i pobiegła na spotkanie.

Po godzinie maile z jej skrzynki zaczynają same się wysyłać do działu finansów i zarządu z prośbą o „zatwierdzenie płatności” i „wysłanie list płac do audytu”. Jej dane logowania do chmury i poczty krążą już po panelu przestępców, a ktoś próbuje na ich podstawie zalogować się także do bankowości.

Kasia czuje, że coś jest nie tak dopiero wtedy, gdy koleżanka z księgowości dzwoni z pytaniem, czy naprawdę prosiła o przesłanie pliku z danymi wszystkich pracowników. Czujność pojawia się za późno. Dominuje wstyd („Jak mogłam się nabrać?”), złość („Przecież wyglądało to identycznie!”) i lęk przed przyznaniem się, co blokuje szybką, właściwą reakcję.

W 2026 roku phishing nie atakuje „naiwnych”. Uderza w ludzi przemęczonych, przebodźcowanych i pewnych, że „przecież ja się znam, ja się nie dam złapać”. I właśnie na tej pewności bazują nowe techniki phishingu.

Osoba biznesowa trzyma tabliczkę scam alert nad laptopem
Źródło: Pexels | Autor: Gustavo Fring

Czym jest phishing w 2026 roku i czym różni się od „starego” phishingu

Klasyczna definicja a nowa rzeczywistość

Phishing to forma oszustwa, w której napastnik podszywa się pod zaufaną instytucję lub osobę (bank, urząd, firmę, znajomego), aby skłonić ofiarę do wykonania określonej akcji: podania loginu i hasła, danych karty, kliknięcia w link, pobrania pliku, zatwierdzenia przelewu czy podania kodu SMS. Kanał komunikacji jest różny: e-mail, SMS, komunikator, telefon, a coraz częściej także wiadomości głosowe i wideo.

„Stary” phishing sprzed kilkunastu lat można było dość łatwo wyłapać: toporny język, błędy ortograficzne, dziwne logotypy, egzotyczne domeny. Dziś fałszywe maile i SMS-y generowane są przy wsparciu AI, wyglądają jak korporacyjny standard, a tekst bywa lepszy niż w oryginalnych komunikatach. Cała uczciwa komunikacja przerzuciła się do kanałów cyfrowych, więc „dziwna” wiadomość z banku wcale nie musi budzić podejrzeń – wszyscy tak przecież piszą.

W 2026 phishing to nie tylko link w mailu. To także:

  • spersonalizowane wiadomości na LinkedIn z nazwą Twojego projektu,
  • deepfake głosu przełożonego z prośbą o „autoryzację płatności”,
  • wiadomość z komunikatora służbowego od „kolegi z działu”, który zmienił numer,
  • fałszywe panele logowania do chmury, banku czy portalu pracowniczego.

Rozwija się też zjawisko phishing-as-a-service. Przestępcy nie muszą mieć już technicznej wiedzy. Kupują w darknecie gotowy „pakiet”: szablony maili, fałszywe strony łudząco podobne do oryginalnych, panele do śledzenia skuteczności kampanii, listy potencjalnych ofiar. W efekcie ataki są masowe, profesjonalne i zaskakująco tanie po stronie napastników.

Główne cele atakujących w 2026 roku

Choć narzędzia się zmieniają, cel phishingu pozostaje prosty: przejąć coś, co da się wykorzystać lub sprzedać. W praktyce chodzi o trzy główne grupy zasobów.

1. Dane logowania do:

  • poczty elektronicznej (Gmail, Outlook, firmowa domena),
  • bankowości internetowej i aplikacji płatniczych,
  • mediów społecznościowych (Facebook, Instagram, TikTok, LinkedIn, X),
  • systemów firmowych (ERP, CRM, systemy HR, systemy magazynowe),
  • chmur (Google Workspace, Microsoft 365, Dropbox, i inne).

Przejęta skrzynka mailowa pozwala dalej rozsiewać oszustwo, wykorzystując zaufanie współpracowników i klientów. Konto w mediach społecznościowych to idealne narzędzie do scamów „na inwestycje” albo sprzedaży „okazyjnych produktów”. Loginy do narzędzi firmowych często otwierają drogę do wrażliwych danych biznesowych.

2. Dane osobowe i finansowe, takie jak:

  • PESEL, numer dowodu osobistego, adres zamieszkania,
  • numery kart płatniczych, daty ważności, kody CVC/CVV,
  • scan dowodu osobistego lub paszportu,
  • dane do faktur, NIP, numery kont firmowych,
  • listy płac, zestawienia wynagrodzeń, dane pracowników.

Takie informacje mogą posłużyć do wyłudzenia kredytów, pożyczek, skradzenia tożsamości lub sprzedaży całych „pakietów danych” innym grupom przestępczym. W kontekście firm szczególnie groźne są pliki z danymi pracowników – każdy z nich staje się potencjalnym celem kolejnych ataków.

3. Przejęcie kanału komunikacji – SMS, e-mail, komunikatory. Dostęp do karty SIM, aplikacji wiadomości czy nawet do samego konta e-mail bywa ważniejszy niż jednorazowe zdobycie loginu. Posiadanie kontroli nad kanałem komunikacji umożliwia przejmowanie resetów haseł, potwierdzeń transakcji, kodów 2FA, a także dalsze podszywanie się pod ofiarę w bardzo przekonujący sposób.

Napastnik nie musi szukać abstrakcyjnej „dziury w systemie”. Skupia się na prostszym celu: Twoim zaufaniu, automatyzmach i momencie, gdy jesteś zmęczony, zalogowany wszędzie naraz i odpowiadasz na wiadomości „z przyzwyczajenia”.

Jakie rodzaje phishingu dominują w 2026 roku

Phishing mailowy – nadal król, ale w nowej odsłonie

E-mail wciąż pozostaje głównym kanałem ataków. Różnica w stosunku do poprzednich lat polega na jakości. Większość kampanii wygląda jak perfekcyjna komunikacja korporacyjna: poprawna polszczyzna, brak oczywistych literówek, dobrze dobrany ton i formatowanie.

Nowe techniki phishingu 2026 wykorzystują:

  • szablony „jak z korporacji” – logotypy, podpisy, stopki RODO, link do „polityki prywatności” (też fałszywy),
  • personalizację – adresowanie po imieniu i nazwisku, nazwa firmy, nazwy projektów, prawdziwe stanowiska przełożonych wyciągnięte z LinkedIn,
  • tematy o wysokim priorytecie: „bezpieczeństwo konta”, „anulowanie płatności”, „blokada usługi”, „rozliczenie podatkowe”,
  • język typowy dla danej branży – inny dla księgowości, inny dla działu IT, jeszcze inny dla HR.

Przykładowe tematy wiadomości w 2026 roku:

  • „[Bezpieczeństwo] Wykryto nietypowe logowanie do Twojego konta Microsoft 365”
  • „Potwierdź zgodę na nowy sposób logowania do bankowości mobilnej”
  • „Nieudane rozliczenie faktury nr FV/2026/04/123 – wymagane działanie w ciągu 24h”
  • „Przekroczono limit przestrzeni na koncie – archiwizacja lub usunięcie danych”

Jednym z filarów nowoczesnego phishingu jest zaawansowany spoofing domen. Zamiast oczywistych „bank-xyz-login.com” widzimy adres typu „bank‑xyz.com” z jednym znakiem w innym alfabecie, którego gołym okiem nie widać (np. litera „а” cyrylicka zamiast „a” łacińskiego). Dodatkowo przestępcy coraz lepiej omijają klasyczne zabezpieczenia SPF, DKIM, DMARC – maile mogą przechodzić podstawowe testy, a i tak być fałszywe.

Sam fakt, że aplikacja pocztowa nie oznaczyła wiadomości jako spam, nie oznacza, że jest ona bezpieczna. Filtry spamowe blokują część prób, ale nie są barierą nie do przejścia. Czujność użytkownika pozostaje ostatnią linią obrony.

Smishing (SMS) i ataki na komunikatorach

Smishing, czyli phishing przez SMS, stał się codziennością. Telefony z komunikatami o dopłatach do paczki, rzekomych mandatach czy blokadzie konta bankowego są tak częste, że wielu użytkowników przestało je w ogóle czytać. To dobrze – pod warunkiem, że naprawdę niczego z nich nie klikają.

Najpopularniejsze scenariusze smishingu w 2026 roku:

  • „Dopłata 2,99 zł do przesyłki. Brak płatności skutkuje zwrotem paczki. Link: [skrót]”
  • „Twoje konto zostało czasowo zablokowane z powodu podejrzanej transakcji. Zaloguj się, aby potwierdzić: [link]”
  • „e-Urząd: nowe pismo dot. postępowania w Twojej sprawie. Sprawdź szczegóły: [link]”
  • „Nieopłacony mandat z monitoringu miejskiego. Wysokość kary: [kwota]. Opłać w ciągu 24 godzin: [link]”

Coraz więcej takich wiadomości przenosi się jednak z SMS do komunikatorów: WhatsApp, Messenger, Signal, Telegram. Tam łatwiej podszyć się pod znajomych, użyć zdjęć profilowych, a nawet zbudować fałszywą historię rozmowy. Typowy schemat: „Hej, to ja, zmieniłem numer. Możesz mi szybko przelać 500 zł? Mam problem z aplikacją bankową, wyślę Ci potwierdzenie później” lub „Wyśl mi kod, który właśnie dostałeś SMS-em, bo nie mogę się zalogować na swoje konto”.

Charakterystyczne cechy fałszywych linków w SMS i komunikatorach:

  • skracacze linków (bit.ly, tinyurl, inne krótkie domeny),
  • dodatkowe słówka w adresie: -secure, -verify, -confirm, -support,
  • nietypowa domena – zamiast „.pl” pojawia się „.top”, „.info”, „.online”, „.pro” itp.,
  • literówki w nazwie: „inpostt”, „pocztaa”, „bankpolskii”.

Niezależnie, czy informacja przychodzi przez SMS, czy komunikator, reguła pozostaje ta sama: jeśli wiadomość pcha Cię do kliknięcia w link i natychmiastowego zalogowania, to sygnał alarmowy, nie zaproszenie do działania.

Vishing oraz deepfake audio i wideo

Vishing (voice phishing) to ataki prowadzone przez telefon. Dzwoni „konsultant” banku, operatora, firmy kurierskiej, a nawet policji czy „departamentu cyberbezpieczeństwa”. Głos jest profesjonalny, język poprawny, a numer wyświetla się jako oryginalny – dzięki technice caller ID spoofing, która pozwala podszywać się pod dowolny numer.

Nowością ostatnich lat jest wykorzystanie deepfake audio i wideo. Istnieją już ataki, w których dzwoni rzekomy dyrektor finansowy, a głos jest niepokojąco podobny do prawdziwego. Na krótkim nagraniu słyszysz przełożonego proszącego o „pilną autoryzację przelewu, bo kończy się termin” lub o „podanie kodu SMS, bo system płatności się zaciął”. Dla osoby niezaznajomionej z technologią to brzmi jak realny telefon.

Jak weryfikować rozmówcę w takich sytuacjach:

  • zadawać pytania, których nie ma w oficjalnych dokumentach i profilach społecznościowych (np. prywatne ustalenia z ostatniego spotkania),
  • proponować oddzwonienie na oficjalny numer banku/firmy znaleziony samodzielnie, nie klikając w żadne linki z SMS czy e-maila,
  • odmówić podawania kodów 2FA przez telefon – banki realnie nie proszą o takie dane,
  • w firmie stosować prostą zasadę: żadnych przelewów na podstawie rozmowy telefonicznej bez dodatkowego potwierdzenia innym kanałem.

Prawdziwy konsultant banku nie obrazi się, gdy powiesz, że chcesz przerwać rozmowę i oddzwonić na numer z oficjalnej strony. Oszust zazwyczaj będzie naciskał, przyspieszał, próbował wzbudzić poczucie winy („Nie zależy Panu na bezpieczeństwie środków?”). To samo w sobie jest mocnym sygnałem ostrzegawczym.

Spear phishing i BEC (Business Email Compromise)

Spear phishing to ataki celowane. Zamiast wysyłać tysiące ogólnych maili, napastnik przygotowuje kilka wiadomości dopasowanych do konkretnych osób lub firm. Często chodzi o księgowość, HR, zarząd, kierowników projektów.

Przestępcy korzystają z publicznych informacji: LinkedIn, strony firmowej, komunikatów prasowych, ogłoszeń o pracę. Wiedzą, nad jakimi projektami pracujesz, z jakimi klientami współpracuje firma, kiedy przypadają istotne terminy. Dzięki temu mail wygląda nie jak spam, ale jak kontynuacja realnej rozmowy.

Przykład: księgowa dostaje mail z adresu łudząco podobnego do adresu prezesa, z nagłówkiem „Pilny przelew do [nazwa kluczowego klienta] – termin dziś do 16:00”. W treści: „Załączam fakturę, przekaż, proszę, płatność zgodnie z ustaleniami, potem omówimy szczegóły”. Załącznik to fałszywa faktura z podmienionym numerem konta przestępców.

Phishing na portalach społecznościowych i w pracy zdalnej

Magda z marketingu siada rano do komputera i odruchowo otwiera LinkedIn. Na górze skrzynki – wiadomość od „rekrutera z dużej agencji”, gratulacje z powodu ostatniej kampanii i propozycja rozmowy. W załączniku link do „krótkiego briefu klienta”, który ma przygotować przed spotkaniem. Kliknięcie wydaje się formalnością.

Portale społecznościowe w 2026 roku to nie tylko miejsce autoprezentacji, ale także bardzo wygodny katalog celów dla przestępców. Zamiast strzelać na oślep, budują listy konkretnych osób z konkretnymi rolami, a potem odgrywają wobec nich dobrze dopasowane scenariusze. Tryb „praca zdalna / hybrydowa” dodatkowo pomaga – wiele kontaktów i „poznawania się” dzieje się wyłącznie online, więc zaufanie do cyfrowych tożsamości rośnie.

Najczęstsze schematy phishingu w social media i środowiskach pracy zdalnej:

  • fałszywi rekruterzy – propozycje pracy, oferty „projektów freelance”, linki do rzekomych platform rekrutacyjnych wymagających logowania przez Google/Microsoft,
  • „współpraca influencerska” – wiadomości do twórców z prośbą o instalację aplikacji partnerskiej lub zalogowanie się na fałszywym panelu marki,
  • podszywanie się pod członków zespołu w Slacku, Teamsach czy Discordzie – szczególnie w dużych, rozproszonych organizacjach, gdzie nie znasz osobiście wszystkich „koleżanek z innego działu”,
  • fałszywe zaproszenia na webinary – strona lądowania wyglądająca jak Zoom/Teams/Webex, prosząca o ponowne zalogowanie przez firmowy SSO.

W pracy zdalnej granica między „prywatnym” a „służbowym” kontem bywa zatar ta. Logujesz się na Facebooka, potem na firmowy Slack, równocześnie przeglądasz LinkedIn. Jedno złe kliknięcie w którymkolwiek z tych miejsc może doprowadzić nie tylko do przejęcia Twojego profilu, ale również do wstrzyknięcia złośliwego oprogramowania do służbowego laptopa. A stamtąd już blisko do danych klientów, repozytoriów kodu czy systemów księgowych.

Jeśli ktoś nawiązuje kontakt, powołując się na konkretną firmę, wydarzenie czy osobę, a w pierwszych wiadomościach prosi o kliknięcie linku, pobranie pliku lub logowanie przez zewnętrzną stronę – uruchom podejrzliwość. Bezpieczny rozmówca nie będzie miał problemu z przejściem na oficjalny kanał: służbowy e-mail, firmowy system rekrutacyjny, znane narzędzie do wideokonferencji z poprawną domeną.

Ataki hybrydowe: gdy mieszają się kanały i techniki

Piotr z działu sprzedaży dostaje SMS z informacją o blokadzie firmowego konta w serwisie do podpisu dokumentów. Pięć minut później na Teamsach odzywa się „admin IT”, potwierdzając awarię i prosząc o szybkie kliknięcie w link z SMS-a, „żeby odblokować token na Twoim laptopie”. Wszystko wygląda spójnie – ten sam komunikat, ten sam kontekst. Tyle że prawdziwy dział IT o niczym nie wie.

Nowocześni napastnicy coraz częściej łączą różne kanały: e-mail, SMS, telefon, komunikator, a nawet klasyczną pocztę. Takie ataki są trudniejsze do rozpoznania, bo łamią nasz schemat „podejrzanego pojedynczego maila”. Gdy komunikat pojawia się w dwóch czy trzech miejscach, automatycznie wydaje się bardziej wiarygodny.

Typowe cechy ataków hybrydowych:

  • spójna narracja – ten sam problem opisany w różnych kanałach, czasem z lekkimi różnicami, które mają dodać „realizmu”,
  • zasłanianie się rzekomymi procedurami – „Zgodnie z polityką bezpieczeństwa wysyłamy potwierdzenia dwoma kanałami”,
  • stopniowanie presji – najpierw informacji jest mało i wydaje się neutralna, potem pojawia się pilny termin, groźba blokady lub kary,
  • wciąganie kolejnych osób – np. do maila dołączany jest „przełożony”, który potwierdza konieczność działania.

Przeciwko takim atakom pomaga jedna prosta praktyka: weryfikacja poza scenariuszem podanym przez napastnika. Jeśli ktoś pisze, żebyś kliknął w link i dodatkowo dzwoni „żeby pomóc”, użyj trzeciego, niezależnego kanału: samodzielnie wybierz numer do banku, napisz do prawdziwego admina IT przez znany, zweryfikowany kanał, sprawdź komunikaty na oficjalnym intranecie. Im bardziej ktoś usiłuje zablokować Ci taki ruch („proszę nie dzwonić na infolinię, bo kolejki, ja to załatwię szybciej”), tym większe prawdopodobieństwo, że coś tu jest nie tak.

Mężczyzna uśmiecha się do laptopa, trzymając kartę płatniczą
Źródło: Pexels | Autor: Sora Shimazaki

Psychologia phishingu: dlaczego rozsądni ludzie klikają

Na szkoleniu bezpieczeństwa wszyscy kiwają głowami, a testowe maile phishingowe rozpoznają bez problemu. Dwa tygodnie później ta sama grupa dostaje „pilną informację o zmianie zasad premiowania” od „HR”. Otwieralność i klikalność – prawie stuprocentowa. Nie dlatego, że to nieodpowiedzialni pracownicy, tylko dlatego, że w realnych warunkach działają inne mechanizmy niż na spokojnym szkoleniu.

Phishing nie uderza jedynie w technologię; celuje w nasze emocje, nawyki i skróty myślowe, które ratują nam czas w codziennym życiu. Przestępcy doskonale wiedzą, jak działa ludzki mózg pod presją, i wykorzystują to do zbudowania sytuacji, w której „kliknięcie teraz” wydaje się jedyną rozsądną opcją.

Presja czasu i strach przed konsekwencjami

Wyobraź sobie maila: „Ostatnie przypomnienie: niepodpisanie dokumentu do godziny 14:00 spowoduje wstrzymanie Twojej wypłaty.” W głowie od razu uruchamia się myśl: „Nie mogę ryzykować, za chwilę mam spotkanie, zrobię to szybko.” Kliknięcie staje się reakcją na stres, nie efektem świadomej analizy.

Presja czasu to jeden z najskuteczniejszych trików phishingowych. Dodaj do tego strach przed utratą pieniędzy, blokadą konta, konfliktem z przełożonym czy „złamaniem procedur”, a otrzymasz przepis na wiadomość, która ma bardzo duże szanse na sukces.

Typowe sygnały, że ktoś gra na presji czasu:

  • konkretne, bardzo krótkie terminy („w ciągu 15 minut”, „do końca godziny”),
  • groźby nieproporcjonalne do sytuacji („natychmiastowa blokada konta”, „zgłoszenie do prokuratury” w pierwszej wiadomości),
  • komunikaty w stylu „nie odpowiadaj na tego maila, tylko kliknij w link poniżej”.

Dobrą kontrreakcją jest mechaniczna zasada: im krótszy termin i większa groźba, tym większa potrzeba weryfikacji. Zatrzymanie się na minutę, wyjście z maila, wejście na konto przez oficjalną stronę czy telefon na infolinię często wystarcza, by czar natychmiast prysł.

Autorytet i chęć „nie robienia problemów”

Kiedy mail przychodzi niby od prezesa, dyrektora finansowego czy „komisji nadzoru”, wewnętrzny głos często mówi: „Lepiej zrobić, jak proszą, żeby nie wyjść na kogoś, kto blokuje proces”. W firmach o sztywnej hierarchii ten efekt jest jeszcze silniejszy – ludzie boją się zadawać pytania „do góry”.

Przestępcy chętnie podszywają się pod osoby z autorytetem lub formalną władzą. To może być:

  • przełożony danej osoby – „Załatw to proszę szybko, nie chcę robić z tego tematu na cały zespół”,
  • dział prawny / compliance – „Brak reakcji będzie traktowany jako odmowa współpracy przy postępowaniu wyjaśniającym”,
  • instytucja publiczna – urząd skarbowy, ZUS, policja, „prokuratura cyfrowa”.

Do tego dochodzi naturalna chęć bycia „pomocnym” i „proaktywnym”. Maile typu „Pani Kasiu, tylko pani może teraz zatwierdzić ten przelew, inaczej klient straci umowę” trafiają w potrzebę bycia potrzebnym. Kliknięcie nie wynika z lekkomyślności, ale z lojalności wobec firmy i ludzi.

Zdrowym nawykiem jest rozdzielenie szacunku do autorytetu od bezrefleksyjnego wykonywania poleceń przez e-mail. Jeśli komunikat wywołuje w Tobie głównie lęk („co będzie, jak nie zrobię?”), a nie rozumienie biznesowej potrzeby, potraktuj to jako sygnał, by zweryfikować nadawcę innym kanałem.

Ciekawość, nagroda i FOMO

Nie wszystkie ataki straszą. Część działa odwrotnie – obiecuje zysk, dostęp, wyjątkowość. „Dostęp do raportu płacowego w branży z realnymi widełkami wynagrodzeń”, „Wyniki ankiety 360 o Twoim zespole”, „Zobacz, kto oglądał Twój profil i jak Cię ocenia”. Tego typu komunikaty celują w ciekawość i lęk przed tym, że coś nas omija.

Mechanizm FOMO (fear of missing out) działa bardzo silnie zwłaszcza w środowiskach, gdzie informacja jest walutą – w sprzedaży, marketingu, IT, HR. Kiedy pojawia się „unikalny raport”, „bardzo limitowana okazja inwestycyjna” czy „wewnętrzne dane branżowe”, ręka sama wędruje do myszy.

Najbardziej podejrzane są wiadomości, które:

  • obiecują duże korzyści za minimalny wysiłek („wystarczy kliknąć i się zalogować”),
  • używają słów typu „ekskluzywne”, „tylko dla wybranych”, „nie udostępniaj dalej”,
  • obiecują dostęp do prywatnych danych innych osób (np. szczegółowe zarobki, oceny przełożonych).

Jeśli coś naprawdę jest cenne, rzadko przychodzi w formie masowego linku w mailu o 22:47 z konta na darmowej poczcie. Prosty filtr: „Gdybym był po drugiej stronie, czy naprawdę wysłałbym to w ten sposób?” pomaga szybko odsiać część fałszywych „okazji”.

Nadmierna rutyna i „tryb autopilota”

Najwięcej niebezpiecznych kliknięć dzieje się nie wtedy, gdy człowiek jest przestraszony, lecz gdy jest… zmęczony i znudzony. Późne popołudnie, dziesiątki maili, powtarzalne zadania: „zaloguj się, podpisz, zatwierdź, prześlij dalej”. W takim stanie mózg przełącza się na skróty – rozpoznaje wzorce po nagłówkach, kolorach przycisków, układzie graficznym. Jeśli coś wygląda jak typowy mail z systemu HR czy banku, traktujemy to jak kolejną rutynową czynność.

Nowoczesny phishing projektuje się właśnie pod ten tryb. Kolory, fonty, kolejność pól, nawet tekst przycisku „Zaloguj się” – wszystko jest skopiowane z oryginalnych serwisów. Różnica? Adres URL i to, co dzieje się po wpisaniu danych, ale na to użytkownik w trybie autopilota często nie patrzy.

Kilka prostych sposobów na wyhamowanie autopilota:

  • ustalenie „godzin wysokiego ryzyka” – np. ostatnia godzina pracy, późny wieczór – i świadome odkładanie w tym czasie wątpliwych maili na później,
  • nawyk sprawdzania adresu strony za każdym razem, gdy pojawia się okno logowania, nawet jeśli grafika wygląda znajomo,
  • wyrobienie odruchu: jeśli mail prosi o zalogowanie do banku, HR, systemu faktur – zamiast klikać, samodzielnie wpisujesz adres strony w przeglądarce.

Wiele firm dodaje do tego techniczne wsparcie: rozszerzenia przeglądarek pokazujące prawdziwą domenę, ostrzeżenia przy logowaniu spoza znanej lokalizacji, dodatkowe pop-upy przy dostępie do wrażliwych systemów. To jednak nadal tylko pomoc – ostateczna decyzja, czy kliknąć, zapada w głowie użytkownika.

„To mnie nie dotyczy” – złudne poczucie odporności

Część osób traktuje phishing jak problem „nieświadomych użytkowników”, „rodziców na Facebooku” albo „ludzi spoza IT”. Tymczasem statystyki incydentów pokazują, że wśród ofiar jest pełen przekrój: od specjalistów IT, przez księgowe, po członków zarządów. Paradoksalnie – im bardziej ktoś jest przekonany, że się „zna”, tym łatwiej dopasować do niego scenariusz, który trafi w jego profesjonalną pewność siebie.

Użytkownicy techniczni częściej padają ofiarą bardziej wyrafinowanych ataków: wiadomości stylizowanych na powiadomienia z GitHuba, Jiry, systemów monitoringu, z załącznikami udającymi logi lub pliki konfiguracyjne. Menedżerowie dostają maile o „raportach dla zarządu”, „nieprawidłowościach w rozliczeniach kontraktów” albo „zaproszeniach na zamknięte spotkania branżowe”. Każda grupa ma własne „słabe punkty” – wiedzą o tym także przestępcy.

Zdrowa postawa to założenie, że każdy może zostać złapany w zły dzień. Zamiast budować mit swojej odporności, lepiej zbudować procesy, które łagodzą skutki potencjalnego błędu: szybkie kanały zgłaszania incydentów, brak karania za „uczciwe przyznanie się do kliknięcia”, jasne instrukcje, co robić po podejrzeniu ataku. Psychologicznie łatwiej zgłosić swój błąd, jeśli nie wiąże się to z publicznym zawstydzaniem.

Jak budować nawyki odporne na phishing w codziennej pracy

Wyobraź sobie, że wracasz z urlopu. Skrzynka pęka w szwach, spotkania lecą jedno po drugim. W tym wszystkim pojawia się mail „z IT” z prośbą o pilną aktualizację hasła – wygląda poprawnie, a Ty klikasz, bo chcesz jak najszybciej „posprzątać” zaległości. To właśnie w takich dniach trening wygrywa z dobrą wolą.

Odporność na phishing w 2026 roku przestaje być kwestią jednorazowego szkolenia. Staje się zestawem małych, powtarzalnych nawyków, które uruchamiają się automatycznie, nawet gdy jesteś zmęczony, spóźniony czy rozproszony.

Mikro-pauza przed kliknięciem

Przez cały dzień klikamy w setki rzeczy: przyciski, powiadomienia, linki. Phishing wykorzystuje ten „odruch myszy”. Prostym, ale skutecznym antidotum jest wypracowanie mikro-pauzy – dosłownie dwóch sekund – przed każdym kliknięciem w link prowadzący do logowania, załącznik lub prośbę o podanie danych.

Taka pauza nie musi być niczym wielkim. W praktyce może wyglądać tak:

  • spojrzenie na adres nadawcy jeszcze raz, a nie tylko na imię i nazwisko,
  • zatrzymanie kursora na linku i sprawdzenie, dokąd naprawdę prowadzi,
  • zadanie sobie krótkiego pytania: „Czy to jest normalny sposób, w jaki ta sprawa jest załatwiana w naszej firmie?”

Po kilku tygodniach taka pauza wchodzi w krew, podobnie jak spojrzenie w lusterko przed zmianą pasa. Nie chodzi o spowalnianie pracy, tylko o wyłapanie najbardziej oczywistych zagrożeń, zanim palec zdąży nacisnąć przycisk.

Standaryzacja kanałów i „białe listy” zachowań

W wielu organizacjach chaos komunikacyjny jest najlepszym sojusznikiem phisherów. Raz link do potwierdzenia godzin przychodzi z HR, raz z systemu, raz z prywatnego maila kierownika projektu. W takim środowisku łatwo wślizgnąć się podszywając pod „kolejny nietypowy przypadek”.

Pomaga stworzenie wspólnego, jasnego obrazu: co jest „normalne”, a co powinno od razu podnieść brwi. Przykładowo:

  • ustalone na poziomie firmy kanały dla haseł i logowań (np. „nie wysyłamy linków do logowania w wiadomościach SMS ani na prywatne maile”),
  • zasada, że żadna zmiana konta do przelewu nie jest zatwierdzana wyłącznie mailem – zawsze jest dodatkowy kanał, np. telefon,
  • jedna, jasno opisana domena dla wszystkich krytycznych systemów, a nie hybryda wielu subdomen i zewnętrznych dostawców, które ciężko odróżnić od fałszywek.

Taka „biała lista” normalnych zachowań sprawia, że każdy odstęp od normy staje się widoczny. Użytkownik nie musi znać się na cyberbezpieczeństwie – wystarczy, że wie, jak <emzwykle wygląda dana procedura.

Realistyczne ćwiczenia zamiast testów „dla IT”

W części firm kampanie phishingowe są prowadzone „dla statystyki” – żeby pokazać zarządowi wykresy. Pracownicy dostają absurdalne maile o loteriach i bitcoine’ach, które niewiele mają wspólnego z prawdziwymi atakami. Efekt? Ludzie uczą się rozpoznawać maile, które i tak by ich nie nabrały.

Znacznie skuteczniejsze są symulacje, które przypominają codzienną rzeczywistość zespołu. Dla HR mogą to być fałszywe powiadomienia z systemu kadrowego. Dla działu sprzedaży – „aktualizacje” z CRM lub prośby o pilne przesłanie umowy klienta. Dla kadry zarządzającej – zaproszenia na „zamknięte spotkania regulatora” czy „raporty o nieprawidłowościach w projektach”.

Najbardziej wartościowe elementy takich ćwiczeń to:

  • natychmiastowa, spokojna informacja zwrotna („co tu było podejrzane”),
  • krótkie wskazanie 2–3 sygnałów ostrzegawczych zamiast długich wywodów,
  • brak publicznego zawstydzania – informacja o błędzie powinna być szansą na naukę, nie powodem do chowania kliknięć pod dywan.

Po kilku dobrze zaprojektowanych ćwiczeniach zespół zaczyna „czuć” phishing – tak jak kierowca czuje, że coś jest nie tak na drodze, zanim jeszcze zobaczy przeszkodę.

„Czerwony przycisk” – proste zgłaszanie podejrzeń

W wielu miejscach ludzie nie klikają „Zgłoś phishing”, bo nie wiedzą, gdzie to jest, co się stanie po zgłoszeniu, albo boją się, że wyjdą na panikarzy. Rezultat: podejrzane maile zostają w skrzynkach, są przekazywane dalej, a na końcu ktoś jednak w nie kliknie.

Dobrze działa podejście „czerwonego przycisku”: jeden, bardzo jasny sposób na zgłoszenie podejrzanej wiadomości. To może być:

  • ikona w kliencie poczty, która jednym kliknięciem wysyła mail do SOC/IT i przenosi go z dala od skrzynki użytkownika,
  • prostolinijna instrukcja: „podeślij podejrzany mail na adres bezpieczeństwo@twojafirma.pl i nie rób nic więcej”,
  • kanał w komunikatorze wewnętrznym, gdzie wrzuca się zrzuty ekranu lub nagłówki.

Kluczowy jest sposób reakcji zespołu bezpieczeństwa. Krótkie: „Dzięki za zgłoszenie, to faktycznie phishing / fałszywy alarm, ale dobrze, że sprawdzasz” wzmacnia nawyk. Po kilku takich sytuacjach ludzie wolą zgłosić „za dużo” niż „za mało”, a to właśnie taki nadmiar ostrożności buduje tarczę organizacji.

Napis Scam Alert na żółto na niebieskim tle ostrzegający przed oszustwem
Źródło: Pexels | Autor: Thirdman

Nowe technologie w służbie obrony – i co one zmieniają dla użytkownika

Kiedyś ochrona przed phishingiem oznaczała głównie filtry antyspamowe i dobre chęci użytkowników. W 2026 roku coraz większą rolę grają narzędzia, które działają „pod spodem”: analizują treść, zachowanie, kontekst. Użytkownik często widzi tylko żółty baner „Podejrzana wiadomość” albo komunikat „To logowanie wygląda nietypowo”.

Technologia nie zastąpi jednak zdrowego rozsądku. Raczej przesuwa punkt ciężkości – zamiast zapamiętywać setki zasad, użytkownik uczy się ufać kilku prostym sygnałom z systemów.

Analiza zachowań (UBA/UEBA) jako dodatkowy „zmysł”

Systemy analizy zachowań użytkowników w tle obserwują, jak zwykle się logujesz, skąd, do czego masz dostęp. Gdy nagle z Twojego konta pojawiają się logowania z innego kraju, nietypowe ściąganie dużej ilości danych czy próby dostępu do systemów, których nie używasz, system podnosi alarm.

Z perspektywy pracownika może to wyglądać czasem irytująco: dodatkowe pytania przy logowaniu, prośba o potwierdzenie tożsamości, krótkotrwałe blokady. Jednak takie „przestoje” często są efektem tego, że ktoś wcześniej kliknął w fałszywy link i system próbuje ograniczyć szkody.

Dobrym nawykiem staje się traktowanie nietypowego komunikatu bezpieczeństwa nie jako przeszkody, lecz jako sygnału: coś mogło pójść nie tak. W praktyce:

  • jeśli nagle widzisz prośbę o dodatkową weryfikację przy logowaniu, przypomnij sobie, czy w ostatnich godzinach nie wpisywałeś danych logowania w nowym miejscu,
  • jeśli po „kliknięciu w dziwnego maila” zaczynasz dostawać alerty o próbie logowania z innej lokalizacji – zgłoś to, nawet jeśli nic więcej się nie dzieje,
  • gdy system blokuje operację finansową jako nietypową, potraktuj to jako szansę na chwilę refleksji, a nie jako uciążliwy błąd.

Nowa rola uwierzytelniania wieloskładnikowego

W 2026 roku MFA (uwierzytelnianie wieloskładnikowe) jest standardem, ale przestępcy nauczyli się je obchodzić – choćby prosząc ofiarę o przepisanie kodu SMS czy akceptację powiadomienia push „żeby dokończyć weryfikację”. Zmienił się więc sposób, w jaki korzystamy z drugiego składnika.

Zamiast traktować każde powiadomienie „zatwierdź logowanie” jak techniczną formalność, rozsądniej jest podejść do niego jak do pytania: „czy to naprawdę byłem ja?”. Kilka prostych zasad:

  • jeśli dostajesz serię powiadomień o logowaniu, których nie inicjowałeś – nie klikaj „Akceptuj”, nawet „żeby się ich pozbyć”; odrzuć i natychmiast zmień hasło,
  • nie podawaj kodów z aplikacji uwierzytelniającej na żądanie maila, czatu czy telefonu, nawet jeśli ktoś przedstawia się jako „wsparcie IT z Twojej firmy”,
  • jeśli system oferuje klucze sprzętowe (np. FIDO2), rozważ ich użycie – to dziś jedna z najskuteczniejszych barier dla ataków phishingowych.

Nawet najlepsze MFA nie pomoże, jeśli zostanie sprowadzone do roli „kolejnego okienka do przeklikania”. Świadome korzystanie z drugiego składnika to dodatkowa warstwa psychologicznej odporności.

Sztuczna inteligencja po stronie obrony

Tak jak przestępcy używają modeli językowych do generowania perfekcyjnie brzmiących wiadomości, tak narzędzia bezpieczeństwa wykorzystują AI do ich wykrywania. Analizują styl, strukturę, nietypowe frazy, porównują z dotychczasową korespondencją w organizacji. Czasem potrafią wykryć subtelne podszycie się pod styl pisania przełożonego.

Z punktu widzenia użytkownika pojawiają się nowe elementy interfejsu:

  • etykiety przy mailach w stylu „Nadawca spoza organizacji, ale podszywający się pod domenę X”,
  • podświetlone fragmenty wiadomości, które są typowe dla phishingu („pilnie”, „ostatnia szansa”, „nie kontaktuj się z infolinią”),
  • propozycje działań: „Ostrożnie: to może być próba wyłudzenia danych. Chcesz zgłosić?”

Te elementy nie zastępują decyzji użytkownika, ale pomagają skierować uwagę tam, gdzie coś „nie pasuje”. Jak w nawigacji samochodowej – system może zasugerować objazd, lecz to kierowca decyduje, czy dalej jechać tą drogą.

Organizacja jako tarcza – jak zespoły mogą się nawzajem chronić

W pojedynkę najłatwiej dać się zaskoczyć. W zespole dużo szybciej wychodzi na jaw, że „dziwny mail z fakturą” dostało pięć osób, a nie tylko jedna. To często jedyna różnica między pojedynczym kliknięciem a zatrzymaniem kampanii phishingowej na jej początku.

Firmy, które radzą sobie z phishingiem w 2026 roku najlepiej, budują nawyk dzielenia się „podejrzanymi sprawami” tak samo, jak dzielą się szansami sprzedażowymi czy ciekawymi materiałami branżowymi.

Szybkie „wywieszanie czerwonej flagi” w zespole

W praktyce dobrze działają bardzo proste mechanizmy. Kiedy ktoś zobaczy podejrzanego maila, wrzuca go na kanał zespołu z krótkim komentarzem: „Dostaliście to?”, „Wygląda dziwnie, potwierdzicie?”. W ciągu minuty kilka osób dorzuca swoje doświadczenie: ktoś zna takiego klienta, ktoś pamięta podobny atak sprzed miesiąca, ktoś zauważa literówkę w domenie.

Parę dobrych praktyk, które podnoszą skuteczność takiej „zespołowej obrony”:

  • osobny kanał/kategoria na komunikatorze tylko na tematy bezpieczeństwa – bez mieszaniny z memami i ogłoszeniami,
  • zachęcanie do wrzucania zrzutów ekranu zamiast pełnych maili (bez wrażliwych danych),
  • krótka odpowiedź ze strony osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo – nawet jedno zdanie: „Tak, to phishing, zgłaszamy do IT” – zamyka temat i buduje zaufanie.

Otwarte mówienie o własnych błędach

Scenariusz powtarza się w różnych firmach: ktoś kliknął, przestraszył się i przez kilka godzin milczy, próbując „naprawić” sytuację samodzielnie. W tym czasie atakujący spokojnie wykorzystuje uzyskany dostęp. Strach przed przyznaniem się bywa groźniejszy niż samo kliknięcie.

Zmienia się to tam, gdzie kultura organizacyjna jasno komunikuje: „ważniejsze jest szybkie zgłoszenie niż szukanie winnego”. Przełożony, który reaguje spokojnie – „dzięki, że mówisz od razu, działamy” – realnie zmniejsza skutki ataku. Ten, który zaczyna od pretensji, sam wzmacnia mechanizm zamiatania pod dywan.

Pomocne są krótkie historie dzielone w zespole: „też kiedyś kliknąłem, co zrobiliśmy, jakie wnioski wyciągnęliśmy”. Taka szczerość obniża próg zgłaszania incydentów – a to właśnie czas reakcji decyduje, czy phishing skończy się na jednym koncie, czy na całej infrastrukturze.

Rola liderów i zarządu w kształtowaniu odporności

Jeśli prezes regularnie „wyklikuje” wszystko, co przychodzi na skrzynkę, nie robi szkolenia i śmieje się z ostrzeżeń bezpieczeństwa, żadne polityki ani procedury nie przekonają ludzi na dole, że temat jest poważny. W 2026 roku przestępcy coraz częściej biorą na cel właśnie najwyższe stanowiska – bo ich konta są najcenniejsze.

Liderzy, którzy chcą realnie wzmacniać odporność organizacji, robią kilka prostych rzeczy:

  • sami biorą udział w szkoleniach i mówią o tym wprost („też się uczę, też dałem się kiedyś nabrać”),
  • Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

    Jak rozpoznać phishing w 2026 roku, skoro maile wyglądają „jak z korporacji”?

    Scenariusz jest prosty: siedzisz po dniu spotkań, w skrzynce czeka 150 maili, a na górze wyskakuje „Pilne: blokada konta Microsoft 365 – działaj w 30 minut”. Wygląda profesjonalnie, jest logo, stopka RODO i poprawna polszczyzna. Ręka sama leci do przycisku „Potwierdź”.

    Zamiast patrzeć tylko na „ładność” maila, skup się na kilku twardych sygnałach ostrzegawczych:

    • nadawca – sprawdź dokładny adres, nie tylko nazwę; literówka lub dziwna domena to czerwone światło,
    • pilność i presja czasu – „ostatnie 15 minut”, „natychmiastowa blokada“ to klasyczny haczyk,
    • prośba o dane logowania, kody SMS, numery kart – banki i duże firmy tak nie działają,
    • link prowadzący do logowania – zamiast klikać, samotnie wpisz adres banku / Microsoft 365 w przeglądarkę.

    Jeśli masz cień wątpliwości, załóż, że to phishing, dopóki nie udowodnisz sobie, że jest inaczej. Taka odwrócona logika często ratuje konta.

    Na co zwrócić uwagę w SMS‑ach i komunikatorach, żeby nie dać się złapać na smishing?

    Telefon wibruje: jedziesz tramwajem, stoisz w kolejce, w międzyczasie czytasz SMS: „Dopłata 3,20 zł do paczki, inaczej zwrot przesyłki. Link: …”. Kusi, żeby „tylko szybko kliknąć”, bo przecież czekasz na kuriera.

    Bezpieczniej jest przyjąć prostą zasadę:

    • nie zalogujesz się do banku ani do e‑urzędu z linka w SMS,
    • firmy kurierskie nie każą płacić groszowych „dopłat” przez skrócone linki,
    • oficjalne instytucje nie wysyłają ważnych pism jako „kliknij tutaj, żeby się zalogować”.

    Jeśli SMS twierdzi, że jest z banku, poczty czy kuriera – otwórz ich oficjalną aplikację lub wejdź samodzielnie na stronę z zakładek. Link z wiadomości zostaw w spokoju, nawet jeśli wygląda „prawie” normalnie.

    Jak odróżnić prawdziwą stronę logowania od fałszywego panelu phishingowego?

    Najwięcej osób wpada nie na „egzotyczne” strony, tylko na panele, które wyglądają jak ksero oryginału. Otwierasz link z maila, widzisz logo Microsoftu lub banku, znany układ pól – wszystko się zgadza, więc automatycznie wpisujesz login i hasło.

    Przed wpisaniem czegokolwiek zrób trzy krótkie kroki:

    • sprawdź adres w pasku przeglądarki – domena musi być dokładnie taka, jak zwykle (bez dodatkowych słów typu „-secure”, „-login” ani dziwnych końcówek),
    • kliknij w kłódkę przy adresie i zwróć uwagę, czy certyfikat wystawiony jest na właściwą firmę,
    • zamiast korzystać z linku z maila/SMS, wejdź na stronę z własnej zakładki lub wyszukiwarki i samodzielnie przejdź do logowania.

    Jeśli po wejściu „z palca” system nie prosi o ponowne logowanie, a przed chwilą miałeś „pilny” mail z prośbą o hasło – to bardzo mocny sygnał, że wiadomość była fałszywa.

    Co zrobić, jeśli kliknąłem w link phishingowy albo podałem dane logowania?

    Często największą szkodę powoduje nie samo kliknięcie, tylko wstyd po fakcie. Ktoś orientuje się, że dał się nabrać, ale zamiast zareagować, udaje, że nic się nie stało – bo „głupio się przyznać”. W tym czasie atakujący już korzystają z jego kont.

    Praktyczna kolejność działań:

    • jak najszybciej zmień hasło do zaatakowanego konta (i wszystkich miejsc, gdzie używałeś tego samego hasła),
    • jeśli to konto firmowe – natychmiast zgłoś sprawę do IT/bezpieczeństwa, nawet jeśli nie masz stuprocentowej pewności,
    • włącz lub zaktualizuj dwuskładnikowe uwierzytelnianie (2FA),
    • jeśli podałeś dane karty – skontaktuj się z bankiem, rozważ zastrzeżenie karty i monitoruj transakcje,
    • przejrzyj skrzynkę „Wysłane” i ustawienia przekierowań, czy ktoś nie dodał reguł, które cicho wysyłają Twoje maile w inne miejsce.

    Im szybciej przerwiesz atak, tym mniejsza skala szkód. Każda minuta zwłoki działa wyłącznie na korzyść przestępców.

    Jak techniki phishingu zmieniły się do 2026 roku w porównaniu z „klasycznym” phishingiem?

    Kiedyś fałszywe maile pachniały oszustwem z daleka: łamany język, losowe wielkie litery, dziwne logotypy. Dziś oszuści bazują na Twoim poczuciu, że „ja już takie rzeczy rozpoznaję”, i dokładnie tę czujność omijają.

    Najważniejsze zmiany:

    • zastosowanie AI – treści są lepsze językowo niż niejedna oficjalna korespondencja,
    • personalizacja – imię, nazwisko, nazwa firmy, nazwy projektów z LinkedIn lub social mediów,
    • nowe kanały – deepfake głosu przełożonego, wiadomości w komunikatorach służbowych, ataki na wideokonferencje,
    • phishing‑as‑a‑service – gotowe pakiety w darknecie, przez co ataki są masowe, „wypolerowane” i tanie w realizacji.

    W praktyce oznacza to tyle, że nie da się już polegać na prostych kryteriach typu „błędy ortograficzne = phishing”. Trzeba patrzeć na logikę prośby, kontekst i konsekwencje kliknięcia.

    Jak zabezpieczyć firmę i pracowników przed nowym phishingiem?

    Historie w stylu „Pani Kasia kliknęła, bo wróciła z urlopu i miała 200 maili” dzieją się nie dlatego, że ludzie są nieodpowiedzialni, tylko dlatego, że systemy i procedury zakładają idealnie skoncentrowanego pracownika. To się w realnym świecie nie wydarza.

    Skuteczne podejście łączy kilka elementów:

    • regularne, praktyczne szkolenia z przykładami z własnej branży – nie jednorazowy webinar raz na trzy lata,
    • bezpieczna „kultura zgłaszania” – pracownik ma czuć, że lepiej zasugerować fałszywy alarm, niż ukrywać błąd z obawy przed karą,
    • techniczne zabezpieczenia: filtrowanie poczty, ochrona domen (SPF, DKIM, DMARC), manager haseł, wymuszone 2FA,
    • proste i jasne procedury: co robić po kliknięciu, kogo zadzwonić, jak zareagować poza godzinami pracy.

    Najważniejsze wnioski

    • Phishing w 2026 roku uderza przede wszystkim w osoby przeciążone i pewne swoich kompetencji cyfrowych; atakujący celują w moment zmęczenia i działania „z automatu”, a nie w czyjąś „naiwność”.
    • Nowy phishing jest znacznie trudniejszy do rozpoznania niż dawniej – wiadomości są poprawne językowo, świetnie sformatowane, z profesjonalnymi logotypami, stopkami i linkami, często lepiej dopracowane niż prawdziwe komunikaty.
    • Zakres kanałów ataku mocno się rozszerzył: oprócz e-maili pojawiają się spersonalizowane wiadomości na LinkedIn, deepfake’i głosu przełożonego, fałszywe wiadomości z komunikatorów służbowych oraz realistyczne panele logowania do chmury, banku czy systemów HR.
    • Kluczowym celem napastników jest przejęcie danych logowania do poczty, bankowości, mediów społecznościowych i systemów firmowych, co umożliwia dalsze ataki „z wnętrza” organizacji oraz dostęp do wrażliwych informacji biznesowych.
    • Drugim filarem ataków są dane osobowe i finansowe (PESEL, skany dokumentów, numery kart, listy płac), które służą do wyłudzania kredytów, kradzieży tożsamości i tworzenia całych „pakietów danych” sprzedawanych innym grupom przestępczym.
    • Przejęcie kanału komunikacji (e-mail, SMS, komunikatory, karty SIM) bywa cenniejsze niż pojedyncze hasło, bo pozwala przechwytywać resety haseł, kody autoryzacyjne i podszywać się pod ofiarę w wyjątkowo wiarygodny sposób.

1 KOMENTARZ

  1. Bardzo ciekawy artykuł na temat rozpoznawania phishing 2026. Bardzo doceniam praktyczne wskazówki i konkretne przykłady, które pomagają lepiej zrozumieć zagrożenie i jak sobie z nim radzić. Jednakże brakuje mi bardziej rozbudowanego omówienia narzędzi i technik, które mogą pomóc w identyfikowaniu potencjalnych prób phishingowych. Moim zdaniem, rozszerzenie tego tematu mogłoby jeszcze bardziej ułatwić czytelnikowi przejście przez treść i zwiększyć wartość artykułu.

Komentowanie wymaga aktywnej sesji użytkownika.